Sposobow na cofanie eutrofizacji klimatyzacji jest mnostwo. Jeden z nich opisala Merunka. Problem w tym, ze skutki takich zabiegow sa trudne do przewidzenia (tzn. najczesciej sa znikome). W dylemacie Merunki i lesnikow trudno zajac jednoznaczne, twarde stanowisko. Teoretycznie, usuniecie osadow powinno zmniejszyc zyznosc calego jeziora. W praktyce bywa roznie i w istocie rozbabranie osadow moze uwolnic z nich duzo biogenow. Z drugiej jednak strony, gdyby troche tych osadow usunieto, klimatyzacja to byc moze wystarczyloby to do uruchomienia sprzezen zwrotnych ku oligotrofizacji i te zresuspendowane biogeny zostalyby wkrotce zwiazane skuteczniej.
Zabiegow oligotrofizacyjnych w zasadzie nie prowadzi sie w jeziorach duzych, bo wymagaloby to olbrzymiej pracy, a i trudniej podjac decyzje o tak duzej ingerencji inzynieryjnej w srodowisko. Te zabiegi to wlasnie usuwanie osadow, usuwanie wody przydennej (GP pewnie czasem mija w pracy osoby z zespolu, ktory po raz pierwszy uzyl tzw. rury Olszewskiego) albo i wymiana calej objetosci wody, natlenianie strefy przydennej (tu szczegolnie trzeba uwazac na skutki mieszania), wsypywanie srodkow chemicznych, ktore wiazalyby fosfor, odcedzanie fitoplanktonu, wpuszczanie algicydow, trucie ryb i pewnie jeszcze cos.
Czasem cos sie nawet udaje. Najczesciej albo nic (albo nieznacznie) sie nie zmienia, albo poprawa trwa tylko kilka sezonow.
Z katalizatorem, to musialoby byc cos, co wchodzi do ukladu klimatyzacji, robi swoje i z niego wychodzi w tej samej postaci. Trudno o cos takiego w skali ekosystemu. Mozna wpuscic kolonie malzy, ktore beda odfiltrowywac zawiesine, w tym fitoplankton (i robi sie to), ale trudno uznac za bierny katalizator cos, co przy okazji wypuszcza do wody fekalia. Mozna zaszczepic jakies rzesy, ktore zacienia ton dla fitoplanktonu, a ktore tez troche biogenow pobiora, a potem latwiej klimatyzatory je wylowic i wywiezc gdzies poza uklad (wraz ze zwiazanym azotem i fosforem). I to tez sie rozwaza. Zwlaszcza, ze o ile coraz wiecej pojawia sie przykladow glonow (z bardzo roznych grup taksonomicznych - oprocz klasycznych juz sinic i bruzdnic, takze okrzemki) dajacych toksyczne zakwity, o tyle jeszcze o toksycznych rzesach nie slyszano. Jednak nie jest to bardzo skuteczna metoda (trudno sobie wyobrazic duze jezioro porosniete rzesa, choc juz hiacyntem wodnym tak - i nie sa to najczesciej wyobrazenia pozytywne), no i z punktu widzenia czlowieka taka zarzesiona woda moze i nie jest toksyczna, ale tez nie zacheca do korzystania.
